Let's talk over...
Notki
Wpis nr 12 2012-04-26
Milczę na siedząca, a w środku uderzenia gorąca i spływ potu na przemian.
Zrobiłam to! Wreszcie się odważyłam...
Kochaliśmy się. Ja z lekkim lękiem, on z wielką fascynacją...
Wreszcie skonczył tam gdzie powinien... 
Wpis nr 11 2012-04-19
Nie wiem jak to nazwać... uwolnieniem? wolnością? nie mam pojęcia, nie wiem czy to koniec, czy tylko przedrzeźnianie...
Wyszłam...
Spakowałam rzeczy i wyszłam, na porzegnanie rzuciłam chłodne "trzymaj się", on grał. Jego komputer, jego sakrum, jego przyjaciółka, jego numer 1. To raczej nie mój opis... byłam, zobaczyłam... zakochałam się jak idiotka, jak naiwna szmata z taniej komedii.

Poczułam strach, praliżujący. Serce kołacze, źrenice wariują, gniew buzuje... a jednocześnie wolność, swobofa, niezależność... Nie wiem czy to koniec, ale na pewno pewen dystans, który nie przywróci już nigdy tego, co było do tej pory...
miłość, pochrzaniona, nieogarnięta miłość...

Trawka, alkohol, papierosy, gniew... miłość to choroba nieuleczalna, łagodząca jedynie objawy...

Na pewno kochałam, ale co jest teraz.... ? 
Wpis nr 10 2012-04-08
Czy Ty kiedykolwiek cokolwiek docenisz?
Czy, gdy zaproponuję wyjazd do SPA, odpowiesz, że z przyjemnością?
Czy mógłbyś mnie szanować?
Czy możesz okazać miłość?

Czy TY mnie w ogóle kochasz??? 
Wpis nr 9 2012-04-06
       Chyba nigdy nie zrozumiem płci męskiej, nigdy nie stworzę idealnego związku i już na pewno nigdy nie będę szanowaną, docenianą kobietą. Przestałam o to walczyć, gdy się zakochałam, a teraz już za późno. Mam setki powodów żeby odejść, a jednak coś mnie trzyma. Za każdym razem daję nam "ostatnią" szanse, która przeistacza się w milionową.
       Z koleżanką wspominam jak to było, gdy byłyśmy wolnymi, niezależnymi singielkami z planami, a teraz zastanawiam sie, co zrobić żeby Go rozweselić, Jemu pomóc, z Nim przebywać... Dobra żona z 30-letnim stażem! Moich narzekań może nie być końca, a mimo to stłumię to w sobie, stonuję Jego nerwy i grzecznie pójdziemy spać, ja udając, że wszystko jest OK, On czekając aż znów się poniżę i zbłaźnię jak klaun z cyrku!
         Tak, jestem zmęczona. To chyba tlyko dzięki temu związkowi moje destruktywne myśli wracają jak bumerang...

Panie! Modlę się do Ciebie! Wysłuchaj me modlitwy! 
Wpis nr 8 2012-03-15
       Czy istnieje przeznaczenie?
       Czy istnieje przeczucie?

       Mam dość zagmatwane myśli. Gdzieś między chwilą, a ciszą w głowie kołysankę śpiewa mi robal, który nie przynosi zbyt dobrych nowin, który mnie ostrzega. Niemniej jednak nie ufam mu, ale nerwowość skądś się bierze. 
       Leżę w białeś pościeli, czując jeszcze Jego zapach, a w środku coś mnie ściska i obezwładnia. Milion pytań "co robi?", "czy z nią pisze", "czy mnie kocha" i w pewnym momencie uświadamian sobie, że mimo miłości jaką Go obdarzam, chyba wole płakać, że go straciłam niż czuć tę niepewność. Szczególnie dziś, gdy mnie okłamał, gdy kłamał patrząc w oczy, zarzekając się o swojej szczerości...
       Tak jak byłam w stanie skoczyć w ogień, tak teraz próbuje Go przekupić materialnie i duchowo, czy to coś da? Wiem, że to żałosne, ale moje Serce potrzebuje jeszcze kilku ran.
Zresztą... gdy samoocena leży, to życie też wydaje się mnieć pociągające.


Czy tylko ja mam obsesje na punkcie proroctw i w tym momencie myślę jak "skończy się" Świat? Chyba potrzebuje psychologa!
Wpis nr 7 2012-03-07
       Trochę przeistaczam się w sukę bez skrupułów. On chyba trochę za bardzo przyzwyczaił się do tego, że będę nad nim skakać i latać i z boku patrzeć jak żywą obsesją darzy Kogoś. Choć niby to nie jest miłość ja zostanę przy istotnym powiedzeniu, że „stara miłość nie rdzewieje”. 
       W środku ściska mnie z żalu i złości, a na zewnątrz jestem dziwnie spokojna. Choć jeszcze nie do końca opanowałam technikę „zero uczuć i ciepła”, to czuję się doskonale knując i planując jakby tu uderzyć, by zabolało (nie fizycznie!).
       Niemniej powinnam uderzyć obie strony, ale z tą drugą muszę się wstrzymać, bo ten plan wymaga czasu i odwagi, na którą nie wiem czy się zdobędę.

Och Boże! Niech ktoś mi da siłę, bym wytrwała bez Niego!
 
Wpis nr 6 2012-03-04
       Dziś mija czwarty dzień odkąd rzuciłam palenie. To jest tak absurdalne, by w tym wieku mieć taki nałóg. Nie otrzymuje od nikogo wsparcia, ale wspieram się wspaniałym portalem jabluszkowo.pl, który nalicza mnie ilość pięniedzy jaką zaoszczędziłam i ile papierosów mogłam w tym czasie wypalić ;-) Małymi kroczkami, czuję jak zmierzam do indywidualnego małego sukcesu. Do szczęścia potrzebuję przelewu i bruuuum zapisać się na basen.
       Miałam z Nim małą kłótnie, w której coś mnie opętało  i wpadłam w niesamowity obłęd. Byłam bardzo zła, bo jest KTOŚ, kto komplikuje nasz związek, a On jest wobec tego kogoś zbyt uległy. Póki co jest dobrze.. Rozmawiam z Nim, tłumaczę i mimo, że nie narzucam, jestem odbierana jako manipulantka. Niemniej dajemy Nam i Naszemu związkowi ostatnią szansę...
Jesteśmy zbyt młodzi, by żyć w takiej patologii i nie chcę obudzić się za 10 lat i stwierdzić, że mogłam odejść, że mogłam wszystko zmienić... mimo, że Go kocham prawdziwą miłością, ale niebezpiecznie obsesyjną...
       Chyba w końcu dorosłam do tego, by móc wysłuchać osób trzecich. Bardzo mi pomaga to, gdy ktoś mówi jak widzi moje zachowanie i jak opisuje swoje, w momencie gdy ja widzę je inaczej... Czasem warto otworzyć uszy i posłuchać, zamiast ciągle mówić...
Wpis nr 5 2012-03-01
Powody, dla których NIE będę palić:

- dla Niego,
- dla zdrowia,
- zaoszczędzę pieniądze,
- będę pachnieć perfumami, a nie nikotyną,
- będę lepiej „smakować”,
- lepsze czucie smaku i zapachu,
- lepsza kondycja,
-WOLNOŚĆ
 
Wpis nr 4 2012-02-27
Już głupieję do reszty. Wielu osobom moje problemy wydają się infantylne, innych wkurzają, bo nie rozumieją, jak mogę być z człowiekiem, który tak bardzo mnie nie docenia.
Stosując się do rad mojej dobrej koleżanki, postanowiłam napisać mu list, które zajął ponad 3 strony A4! Wyjaśniłam wszystko, napisałam co mnie boli, co mógłby zmienić, a na końcu oczywiście nawiązałam do naszego poznania się, gdzie DOSŁOWNIE wyznawałam mu miłość! Po przeczytaniu listu oddał mi go, nie chciał, bo „po co mu?”. Podarłam, wyrzuciła, załkałam….
Dziś mnie zaskoczył, bo rezygnując z ćwiczeń odwiózł mnie do domu, bo miałam dość ciężkie torby i taszcząc się tramwajem, ja kontra 4 torby byłoby komiczne i bezsensu. Owszem odwiózł, odprowadził, pożegnał się… ale nie omieszkał nie powiedzieć, że ZMARNOWAŁ czas!!!
Jestem już ta wyczerpana tym związkiem! Tak bardzo nie chcę w nim tkwić, a ta cholerna, chora miłość nawołuje i nawołuje… szukam Anioła Stróża, który może jednak Nam pomoże???
 
Wpis nr 3 2012-02-23
       W mgnieniu oka wszystko potrafi się zmienić. Tak jak „okazja czyni złodzieja”, tak samo okazja może czynić prostytutkę, przestępcę, złego lub dobrego człowieka. To kim jesteśmy i kim się stajemy z pewnością jest związane z ludźmi, z którymi przystajemy i wśród, których się obracamy. Człowiek jest czynnikiem poznawczym dla drugiego człowieka. Dzięki niemu nasz rozwój przebiega – lepiej lub gorzej, ale jest. Poznając ludzi inteligentnych, oczytanych i wartościowych nieraz stawałam się podobną osobą. Niemniej zauważam również, że ludzie głupi i mniej wartościowy w żaden pozytywny sposób nie potrafią wpłynąć na moje życie, co więcej, wpływają na mnie w sposób negatywny. Często staję się porównywana do nich i z góry oceniana przez ludzi, którzy nie wiedzą o mnie nic. 
       W nowym wymiarze, w którym zapoznałam się bliżej z pojęciem „stereotypu” muszę przyznać, że rozczarowałam się tym, w jaki sposób ludzie ich nabywają; chodzi, bowiem o to, że często uprzedzenia „wessane są z mlekiem matki”. W moim przypadku, od małego mama wpajała mi, że osoby z niepełnosprawnością nie są „czymś złym”, a kimś dobrym. Są człowiekiem jak ja, tyle, że „chorują” (wtedy to była dla mnie choroba, nie zaburzenie). I nie są winne ani one, ani ich rodzice temu co się z nimi dzieje, np. przy zespole downa czy autyzmu. Mój stereotyp od najmłodszych lat był ukierunkowany w jak najbardziej pozytywnym charakterze. Jednak przykładowo, widząc dziecko bawiące się w piaskownicy, do którego podchodzi drugie „inne” dziecko, automatycznie pierwsze zaczyna się bać i uciekać. Wraca do matki, która je chwali, pociesza, ale nie wyjaśnia co jest temu dziecku, czemu jest „inne”, dlaczego ma zdeformowaną twarz. Dziecko widząc taką reakcje samo w sobie nabiera przekonania, że zrobiło dobrze, że nie wolno bawić się z „takimi” dziećmi. Otóż tutaj uprzedzenie ma charakter negatywny. Dlatego ważne jest, by rodzice uświadamiali dzieci od najmłodszych lat. Nie chodzi tu tylko o osoby z niepełnosprawnością, ale chodzi o każdego człowieka czy jednostkę, czy grupę… Sprawa ma się zupełnie inaczej w przypadku, gdy sami rodzice są nietolerancji, nie rozumiejąc powodu - zostając przy przykładzie – zdeformowanej twarzy, co chyba można pozostawić bez komentarza.
 

O mnie
rozterka21
Chcąc, niechcąc znów wróciłam do pisania bloga. Tym razem pod nieco inną postacią.
Zobacz mój profil
Statystyki
Liczba osób które odwiedziły mojego bloga:
 
51
Liczba osób które skomentowały mojego bloga:
 
4
Liczba osób które wpisały sie do Ksiegi Gosci:
 
0
Zobacz serwisy INTERIA.PL